Strony

niedziela, 25 maja 2014

delikatna granica między zdrowym egoizmem a bezczelnym chamstwem a może brakiem wychowania...a może świadomą decyzją o byciu takim jaki chcę, bo tak mi się podoba;)

Niesamowite jest to... jak niektórzy ludzie myślą,że mogą traktować innych jak "ścierki do podłogi" i nie ponosić za to żadnych konsekwencji. Zawsze myślałam,że jak ktoś wychowuje się w nieszczęśliwej rodzinie to ma "powód, żeby mścić się na cały świat", albo "udowadniać coś całemu światu", albo "nie zgadzać się z całym światem i wszystko oponować - z zasady;)", albo "negować zło i dobro, obarczając je za to,że istnieją" i chyba jest to zrozumiałe, że ktoś skrzywdzony przez los może taki być...
Człowiek uczy się całe życie i całe życie coś lub ktoś go zaskakuje...

Nie wiem? Być może winą za "skrajny egoizm i talent do manipulacji innymi" można obarczyć rodziców, którzy "stworzyli takiego potwora"(ale nie w momencie poczęcia, tylko wychowywania, albo lepiej "prowadzenia hodowli pod kontrolą", bo zazwyczaj to dzieciństwo ma ogromny wpływ na to jacy jesteśmy) może np. tych nadopiekuńczych, którzy nie pozwolili nigdy swojemu dziecku skonfrontować się "tak na serio" ze skutkami jego "szaleńczej destrukcji wobec drugiego człowieka", albo nie przyjęli do wiadomości, że "ich dziecko jest inne niż oni sobie to wyobrazili"

Często jeśli ktoś sam doznawał w życiu upokorzenia, braku szacunku i bezinteresownej miłości "pod płaszczykiem opieki i troski", a tak naprawdę miał serwowaną "ciągłą informację wobec swojej osoby - "nie oddychaj, nie myśl, nie czuj - my wiemy co dla ciebie najlepsze" może w końcu nie wytrzymać tej presji i "wybuchnie, jak bomba z opóźnionym zapłonem" np. najczęściej, niestety - w dorosłym życiu, przenosząc w sposób wyrafinowany swoje destrukcyjne zachowania na Bogu ducha winnych ludzi,których napotyka na swojej drodze.Wystarczy,że ktoś z "ze świta zewnętrznego" niechcący "dotknie" w nim czegokolwiek, słowem, gestem, zachowaniem... wyzwala to w "bombie" okazję do wchodzenia w swój mechanizm samoobrony i przenoszenia swojego żalu i złości z dzieciństwa na "ten moment". WŁĄCZA SIĘ AGRESOR:) i daje czadu....   A co tam! uczucia! emocje!
...mam prawo do prawa...za wszelką cenę, po trupach,mam prawo,ma prawo, przecież "nie wszyscy muszą mnie lubić?"

"Nie musi nas obchodzić co myślą o nas inni", nawet bliscy...nawet ci, którzy mnie kochają...nawet ci, którzy prze ze mnie cierpią...nawet ci...i co z tego?

"Taka bomba" wyzwala na pewnym etapie swojego życia dużo huku, rozkręca się i nie może przestać, nie zatrzymuje się przy tym, nakręca, nakręca, coraz bardziej i bardziej i pędzi przed siebie (uciekając jednocześnie od samego "jądra",aby nie stanąć w prawdzie...bo prawda o samym sobie może być bolesna...bo prawda może być prawdziwa...bo z prawdą trzeba coś zrobić...

Traktowanie innych ludzi, których życie stawia na drodze takiej "bomby"  -  jest  "wygodnickie i aroganckie", i co z tego? To nie jej wina, że taka jest...

Ktoś taki nie uświadamia sobie,że jest jak tornado, że potrafi niszczyć i być urocze, bo to nie jest wina tornado,że niszczy...To matka natura,albo dobry Bóg je takim stworzyli.

Tacy ludzie powtarzają bezczelnie - taki jestem i co z tego?
To ty masz problem, poradź sobie, albo zrezygnuj ze mnie.
Tak naprawdę nie wierząc, że ktoś może wybrać proponowaną opcję nr 2.
Bo co wtedy?
Czy zdaje sobie sprawę,że nie jest gotowy na czyjś świadomy wybór, czyjąś decyzję?
Czy ma na tyle dojrzałe podejście do życia,
żeby mieć odwagę skonfrontować się z tym,
że ktoś może nie zgadzać się na takie traktowanie?

Wychowywani jesteśmy zazwyczaj: aby być kulturalni, o asertywności dowiadujemy się niekiedy na łożu śmierci, a o potrzebie stawiania innym granic to nie słyszeliśmy w życiu (uważając,że jedyne granice to te między państwami).
Powtarza nam się od dziecka,że musimy brać pod uwagę co czują i myślą inni, co wypada,czego nie wypada...
Wzrastamy w przekonaniu,że innym wolno, nam nie.

i trafiamy na kogoś takiego...kto też "dusił się w swoim kołnierzyku ileś czasu, w kołnierzyku, w który ubrała go mamusia, albo tatuś", a może "środowisko"...

Niektórzy nie dają rady już dłużej eksponować się "na forum tego świata", męczące staje się dla
nich to ciągłe kontrolowanie...męczące jest ciągłe udawanie kogoś kimś kim się nie jest...można się pogubić...

i kurtyna spada...spada całkowicie, pozostaje tylko nagromadzony kurz, bo za długo wisiała...

A "uduszony" daje odwet, nawet do końca nie zdając sobie sprawy jak niesprawiedliwie traktując innych wokół siebie.

Ale nie martwmy się, on sobie poradzi, szybciutko zadusi w sobie poczucie winy, wyrzuty sumienia, albo cokolwiek co mogłoby go "uczłowieczyć".Po co? Takie czasy!

Najzabawniejszy jest fakt, że jeśli my zechcielibyśmy zaprezentować namiastkę tego co serwuje nam "taka bomba", ona tego nie będzie znosić, ani chwili...i nie da nam drugiej szansy, ustawi nas w szeregu, pokaże nam gdzie jest nasze miejsce, "żebyśmy sobie nie myśleli"...także spoko;)

Kochani nie musimy się zgadzać,na czyjeś chamstwo, na czyjąś bezczelność, na manipulację, na egoizm, brak empatii, wyczucia chwili,... Jeśli ktoś "taki jest", niech sobie "taki będzie" powodzenia, nie musimy tego zanosić i nie musimy uczestniczyć "w jego jestestwie":)


Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wśród ludzi, którzy was: doceniają,szanują, kochają i rozumieją, albo nie rozumieją, ale mają dobrą wolę,żeby was wspierać pomimo tego,że nie rozumieją
(na tym np. polega przyjaźń), życzę więc wszystkim,
aby spotykali na swojej drodze ludzi p r a w d z i w y c h, którzy są z krwi i kości,którzy żyją, którzy naprawdę pracują nad sobą i mają duży dystans i pokorę do tego co robią "w tym sowim życiu" a nie tylko mówią,że go mają...




piątek, 23 maja 2014

na ich blogu czytamy...

sylwia i michał

...są rzeczy których nie da się ukraść lub zniszczyć, nikt nie jest w stanie odebrać nam tego co zobaczą oczy, co usłyszą uszy i poczuje nasze ciało...Tylko Bóg jest w stanie nas powstrzymać, lecz On wypełnia nas miłością i wierzymy, że będzie prowadził nas przez życie, naszą wspaniałą drogę okraszoną radością, szacunkiem i optymizmem 

czytaj więcej na blogu;)


sobota, 17 maja 2014

niby oczywiste...a jednak...

kobieta katoliczka...

artykuł pochodzi ze strony: www.denon.pl
autorka: Dorota Wójtowicz - absolwentka teologii, dziennikarstwa i latynoamerykanistyki oraz doktorantka prawa kanonicznego. Niewierząca, że Bóg kocha grzesznika za darmo, ale mimo wszystko praktykująca z nadzieją, że kiedyś się nawróci. Pierwszy raz usłyszała Dobrą Nowinę o zbawieniu w neokatechumenacie i jest w nim od 10 lat.

Artykuł pochodzi z Kwartalnika eSPe nr 103/2013 - Wiara czyni cuda

...
Bo ona ma rodzić dzieci, czekać z obiadem na zmęczonego męża albo i siedzieć całymi dniami w domu. Niby nic specjalnego. Każdy dzień wygląda tak samo. Niejednokrotnie niedoceniana, niemająca praw takich jak mężczyzna, poniżana ze względu na płeć czy sprowadzana do roli niewolnicy. Czy warto szukać winnego takiego stanu rzeczy?

czytaj więcej kliknij TU

piątek, 16 maja 2014

prywatność w sieci...ciągle mam dylemat...

Co jakiś czas zastanawiam się nad sensem archiwizowania moich "chwil w sieci"...Ten blog w założeniu miał być tylko dla mnie.
Nie "wyrzygiwuję" się ze wszystkim z mojego życia" , więc nie powinnam mieć kaca moralnego, a jednak... 
Dzielenie się z innymi wartościowymi treściami jest bardzo kuszące...tym bardziej,że dostaję od różnych osób mnóstwo miłych komentarzy (których nawet nie mam kiedy publikować, a nie chce mi się zmienić ustawień, na bezpośrednie publikowanie[musiałabym chwilę pogłówkować, jak to zrobić]:))))
Dziękuję, przy okazji:))), 
Dzięki komentarzom dowiaduję się, że np.: coś się komuś
  "przydało", 
"wzruszyło", 
"zaskoczyło" itd...
więc chyba warto... 
Temat prywatności powraca wciąż jednak w mojej głowie i zmusza do refleksji...
Czy nie za dużo o sobie w sieci? Dzieląc się tym: "co widzę", "co czuję", "co jem", "co czytam", "
co mnie dotyka", "co mnie interesuje" itp.  
zostawiam wieczny ślady w tak szerokiej przestrzeni, 
która nie ma nic wspólnego z intymnością i prywatnością...;)
Nie jestem usprawiedliwiona "bo to takie czasy"...
Przypominam sobie,że jestem odpowiedzialna za fakt, 
że to ja sama podejmuję decyzję co do tego co i dlaczego tu wstawiam.
Staram się zawsze zostawić "większe coś" 
ze swojego życia - sobie i swoim prawdziwie bliskim osobom, 
z którymi przeżywam "to coś":)
... i dobrze mi z tym:)
więc...nie skasuję jeszcze na razie tego bloga...pozdrawiam wszystkich...


Zapraszam do przeczytania bardzo ciekawego artykułu w temacie prywatności w internecie
tekst: Ewy Dziemidowicz 
Poza krótkofalowymi konsekwencjami braku dbałości o prywatność w sieci, dobrze mieć świadomość konsekwencji odroczonych, które kiedyś mogą nawet zaważyć na naszym życiu prywatnym czy zawodowym. Coraz częściej pracodawcy przeprowadzają wywiad w sieci jako część procesu rekrutacji. Po takie same środki sięgają też uczelnie ? wątpliwa reputacja potrafi przekreślić karierę naukową czy zawodową pomimo dobrego świadectwa maturalnego czy znakomitych kwalifikacji.
Ocena ludzi przez pryzmat prywatnych danych dostępnych w sieci wspierana jest przez nowe technologie. Zaawansowane programy coraz precyzyjniej zestawiają informacje znalezione online budując profil psychologiczny określonej osoby. Najprostsze tego typu aplikacje to wyszukiwarki. Często już nawet wpisanie imienia i nazwiska np. w Google czy po prostu przejrzenie dostępnych w wybranym serwisie społecznościowym informacji dostarcza szeregu, często niezbyt dla nas wygodnych, danych. Nawet jeżeli nie publikujecie prywatnych informacji o sobie, robią to za was znajomi, komentując, publikując zdjęcia, tagując. czytaj więcej kliknij TU





poniedziałek, 5 maja 2014