Strony

piątek, 31 stycznia 2014

Kto otrzymuje - ten napełnia ręce
Kto daje - ten napełnia serce..

(auto nieznany)

zimno...brrry...


środa, 29 stycznia 2014

najważniejsze..nie przeszkadzać...

poszukaj też części II wystąpienia Kena Robinsona i posłuchaj:)

wtorek, 28 stycznia 2014

kobiety świata


Obejrzałam film, który już kiedyś zrobił na mnie ogromne wrażenie..wzrusza i szokuje chyba  wszystkich, którzy go oglądają. Książka jest pewnie równie emocjonująca. Kiedyś,gdy zachęcano mnie do jej przeczytania, czułam,że nie mam siły, aby przebrnąć przez tak bolesną tematykę, jaka jest poruszana w treści....
Czuję się strasznie bezradna...
Kolejny raz poczułam jak bardzo jestem szczęśliwa,że urodziłam się tu, gdzie się urodziłam i jak często nie doceniam tego co mam...
Może jednak doceniam...
Mogę sobie tylko wyobrazić ogrom tragedii tych kobiet, które nie mogą normalnie żyć.
To straszne, że na świecie jest tyle kobiet, które w dzisiejszych czasach rozwoju i postępu cywilizacyjnego narażone są  na wiele dziwnych tradycji i zwyczajów, które naruszają ich godność osobistą.

opis filmu TU





niedziela, 26 stycznia 2014

rotawirusy...boję się bać...ale się boję...

Przeraża  mnie to,że rotawirusy o każdej porze roku mają się dobrze.
Ostatnio położyły  rodzinę  mojego brata...mam nadzieję, że nas ominą...ale czytam z wypiekami wszystko co się da...aby tak właśnie się stało...aby ominęły resztę bliskich mi osób...
W poszukiwaniu info natknęłam się na fają stronkę "w temacie"...Nie uspokoiłam się bynajmniej czytając, wręcz przeciwni...mój lęk wzrósł;)
Pozdrawiam i życzę wszystkim zdrowia!
o rotawirusach w Pytaniu na Śniadanie
świetna strona o rotawirusach.
Inną plagą są pneumokoki:
jakie choroby mogą wywołać pneumokoki?
o pneumokokach

brrry..

sobota, 25 stycznia 2014

odpowiedzialność


wolność

W dzisiejszym świecie nie WOLNOŚĆ jest problemem,

WOLNOŚĆ już jest.

Pozostało pytanie CO ZROBIĆ Z WOLNOŚCIĄ?

                                                             ks. Józef Tischner

niedziela, 19 stycznia 2014

zima...zima...zima...


nie ma to jak w zimą w ciepłym domku...























sobota, 18 stycznia 2014

100 lat mężu!!!






„Większość ludzi jest o wiele silniejsza, niż im się wydaje. 
Ta cecha może być przytłumiona i ukryta, 
ale gdzieś tam w twoim wnętrzu jest niezłomne serce. 
Odwaga. Wytrwałość. Siła. 
Nie bój się trudnych czasów, one są twoją szansą, aby zabłysnąć. 
Zapamiętaj: 

                                   Trudności rozwijają siłę, a burze czynią cię silniejszym” – Bear Grylls




zamiast tortu było cisto upieczone przez sąsiadkę marzenkę;)dzięki kochana...

pamiętacie kostkę Rubika? świetna zabawka na zimowe dni...dla "cierpliwych i technicznie mocnych", czyli nie dla mnie;)

mój syn jest świetny w układaniu kostki...niestety tak skrzypiała...
i zacinała się przy przekręcaniu, że nie wytrzymał;))))
rozebrał ją, naoliwił i mógł swobodnie układać dalej...


czytaj więcej;)

risotto

na te szare dni...


piątek, 17 stycznia 2014

nareszcie zima;)






„WRÓBELKI ZIMĄ” 
1.Ćwir, ćwir, ćwir, zima biała
podwóreczko przysypała.
W białym puchu cała ziemia
nic nie widać do jedzenia.
Ćwir, ćwir ćwir, do jedzenia.

2.Ćwir, ćwir ćwir, na podwórko
wyglądamy z gniazda dziurką.
Czy na zimę dla wróbelków
nie wysypią kartofelków.
Ćwir, ćwir ćwir, kartofelków.

(autor nieznany)

dzieci

Bez moich dzieci na "JUTRO" nie warto byłoby czekać,
a "WCZORAJ" nie warto byłoby pamiętać...

                                      autor nieznany

wtorek, 14 stycznia 2014

dzisiaj moje słońce kończy dwa miesiące...


ważne wydarzenie...

Niestety nie było mnie tam;)
ale mam nadzieję, że następnym razem...;)
Chyba czuję się blogującym rodzicem...czasami...
dzisiaj w nocy zaglądałam na blogi lubelskich blogerek,
kosztem MOJEGO SNU - KTÓRY TERAZ JEST NA WAGĘ ZŁOTA!
Blogi bardzo ciekawe, wciągające, więc trochę przejrzałam...
komputer muli mi się nieziemsko...
Nie czułam więc,że poruszam się po woj. lubelskim:)
miałam wrażenie jakbym kręciła się po kuli ziemskiej...
a tu godz. 00 ups...
 relacja ze spotkania: violianka.blogspot.com


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Bajka o zwierzętach

Tę bajkę usłyszałam kiedyś, bardzo dawno, podczas studiów.
Narodziny mojego trzeciego dziecka i refleksja nad jego przyszłością
i koniecznością zmierzenia się z "polskim systemem oświaty"po raz kolejny,
skłoniły mnie do poszukiwania "niekonwencjonalnych rozwiązań"...
I tu zaczyna się moja fascynacja edukacją domową

Pewnego dnia zwierzęta postanowiły zrobić coś dla rozwiązania problemów współczesnego świata. Podjęły decyzję o pilnej potrzebie założenia szkoły. Powołano Komitet Szkolny złożony z niedźwiedzia, sarny i bobra. Dyrektorem mianowano jeża. W programie szkolnym umieszczono następujące przedmioty: bieganie, wspinanie się, latanie i pływanie. W celu lepszej organizacji nauczania postanowiono, że wszystkie zwierzęta będą uczyły się wszystkich przedmiotów w ten sam sposób. Kaczka osiągnęła najlepsze wyniki w pływaniu, okazała się nawet lepsza od nauczyciela. Niestety, z latania otrzymała tylko 3+, a z bieganiem zupełnie nie dawała sobie rady. Z tego powodu została skierowana na dodatkowe zajęcia wyrównawcze. Podczas gdy inni trenowali pływanie, kaczka uczyła się biegać. Po pewnym czasie jej powykrzywiane nóżki były tak zmęczone, że osiągała tylko przeciętne wyniki w pływaniu. Wiewiórka otrzymała 6 z wspinania się, ale bardzo frustrowały ją lekcje latania, ponieważ nauczyciel wymagał startu z czubka drzewa. Długie ćwiczenia spowodowały znaczne obniżenie ocen. Orzeł był dzieckiem problemowym, często strofowanym. Na lekcjach wspinania potrafił znaleźć się na szczycie drzewa szybciej niż inni uczniowie, tyle, że chciał to robić na własny sposób. Królik rozpoczął zajęcia z biegania jako najlepszy w klasie, ale dodatkowe lekcje pływania były powodem jego załamania nerwowego. Został skierowany do szkoły specjalnej na obserwację psychologiczną. W tej szkole jedynym przedmiotem było pływanie. Pies preriowy trzymał się z daleka od szkoły, ponieważ komitet szkolny nie zaakceptował kopania jako przedmiotu. Zaprzyjaźnił się z borsukiem i został jego pomocnikiem. Później dogadali się z dzikami, świniami i założyli szkołę prywatną, która wkrótce okazała się sukcesem. Szkoła ta zajmowała się rozwijaniem umiejętności, a nie tworzeniem ich na siłe, pozwalała na rozwój każdego zwierzątka w jego własnym rytmie. Szkoła, która pragnęła zająć się rozwiązywaniem problemów współczesnego świata, została zamknięta. Zwierzęta odzyskały wolność.

 Autor nieznany 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

:)))






ZNALEZIONE W SIECI: "Dorastaliście w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych? Jak, do cholery, udało się wam przeżyć?! Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków, ani poduszek powietrznych! Na tylnym siedzeniu było wesoło, a nie niebezpiecznie. Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane lakierami ołowiowymi. Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie były zabezpieczone. Można było jeździć na rowerze bez kasku. Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu. Niektórzy nie byli dobrzy w nauce i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dyslektyczny. Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa. Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie ze sterylnych butelek PET. Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni. Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. Nie mieliśmy Playstation, Nintendo 64, X-Boxa, gier wideo, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w internecie... lecz przyjaciół ! Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. Nie było komórek... I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy! Nieprawdopodobne! Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie! Całkiem bez opieki! Jak to było możliwe? Graliśmy w piłę na jedną bramę, a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani trauma. Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! Nikt nie był winien, tylko my sami. Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko. Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania. I uczyliśmy się dawać sobie radę! Pytanie za 100 punktów brzmi: Jak udało się nam przeżyć? A przede wszystkim: Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość? Też jesteś z tej generacji? Przypomnij sobie, jak było. Pewnie, można powiedzieć, że żyliśmy w nudzie, ale...przecież byliśmy szczęśliwi! Czyż nie? Miłego dnia." (źródło: dzieci.plMotherPower

piątek, 3 stycznia 2014

znalazłam zdjęcia z remontu kuchni:)))fajnie,że jest już po...:)



                            Dzięki wyburzeniu ścianki powstała świetna, dość spora przestrzeń.

                                      




Aby mój aneks kuchenny (zdjęcie powyżej) mógł powstać musieliśmy wyburzyć dwie ściany:)))ale udało się.
Namówiłam też chłopaków na okno nad blatem kuchennym, majster wybił więc w ścianie otwór i moje marzenie o oknie również
ziściło się;)))

                                   







                                         przed
A to salon:)

    po




poniżej widok prze moje okienko w różnych porach roku